Chrystos Woskresie….

W świetnym filmie „Żyła sobie baba”, pokazującym Rosję podczas lat rewolucji, jest taka scena: bolszewicy rozstrzeliwują miejscowych. Stary ślepy batiuszka, proste kobiety i mężczyźni właściwie w każdym wieku stoją pod ścianą. Uznano ich za wrogów. Przerażone oczy. Martwa cisza.

Nagle młoda dziewczyna łamiącym się głosem zaczyna śpiewać: Chrystos woskresie iz miertwych. Dołącza ślepy batiuszka. Potem kolejne osoby. Śpiew nabiera siły. Po policzkach ciekną łzy, ale nie są to już łzy przerażenia. Padają strzały. I ludzie padają, ale śpiew jeszcze długo niesie się po okolicy.

Chrystos woskresie iz miertwych…. Pamiętam jak rozlegało się na nocnym nabożeństwie paschalnym w cerkwi w Samogródzie. O północy w ciemnym przedsionku, przy zamkniętych jeszcze drzwiach do cerkwi, po raz pierwszy intonował nasz stary proboszcz, tłum podchwycał. Śpiewali wszyscy. Najgłośniej najstarsi. Po wielu pomarszczonych, pociemniałych twarzach popłynęły łzy. Ocierali je niezgrabnie zgrubiałymi rękami.

Ludzie nie nawykli do rozczulania się, twardzi, często szorstcy w obejściu, płakali śpiewając ten paschalny troparion. Łzy nadziei, siły (ale takiej mądrej, pełnej pokory) i zwycięstwa. Człowieczeństwa w najgłębszym tego słowa znaczeniu. Ich życie zaczynało się tuż przed bieżeństwem albo w jego trakcie, przeżyli wszystkie najtrudniejsze wydarzenia XX wieku. Ile razy w ostatecznych chwilach pozostawało im tylko owe Chrystos Woskresie…

Pomyślmy o nich choć przez chwile, gdy będziemy się pozdrawiać paschalnym: Chrystos Woskresie! Chrystos Woskres!  Chrystos Uwaskros! Chrystus Zmartwychwstał!  Xristos Anesti! Christus Resurrexit!

dzieci3

Opublikowano Bez kategorii | Dodaj komentarz

Jak nad cichym Donem

Kozaczki w dońskich strojach świątecznych

Kozaczki w dońskich strojach świątecznych

Byli u Kozaków. Mówiło się, że to sam najbogatszy naród w Rosji – wspomina córka bieżeńców. – Śledzi nie kupowali na sztuki, jak u nas, czy na kilogramy – od razu brali całą beczkę. Bułki jedli zamiast chleba. Ale kartofli – jak nakopią podczas wykopków 3 koszyki, to wszystko. I im to starczało.

Duża część bieżeńców trafiła do kozackich stanic i chutorów: nad Donem, na Kubaniu, itp.

Gdy słuchałem opowieści ojca i sąsiadów – byli w stanicy kozackiej niedaleko od Stawropola – to wszystko wyglądało podobnie jak w tej książce „Cichy Don” – wspomina p. Mikołaj z Knyszewicz. Nie on jeden przypomina książkę Michaiła Szołochowa, przy lekturze której przypominały się opowieści z dzieciństwa.

Dzisiaj więc trochę starych zdjęć Kozacczyzny. Taki świat zobaczyli nasi dziadkowie sto lat temu…

Zdjęcia pochodzą z portalu http://russiahistory.ru/

kozacy7

Powrót Kozaków z jarmarku

kozacy8

Kozacy przed wyjściem na służbę wojskową

kozacy

Kozaczki podlewają ogrody

kozacy9

Zgromadzenie Kozaków w chutorze Gnutowym w Esaułowskiej stanicy

kozacy5

Odprowadzanie dońskich Kozaków na służbę wojskową

 

Opublikowano Artykuł, Bez kategorii, galerie, Książka, Wspomnienia, Zdjęcia | Otagowano , | Dodaj komentarz

O dzieciach-bieżeńcach

Ta dziewczynka miała szczęście - znalazła nową mamę. Źródło: Letopis wojny

Ta dziewczynka straciła rodziców. Zaopiekowała się nią obca kobieta. Źródło: Letopis wojny

Zagubione, chore, osierocone. Bieżeńskie tragedie dzieci wywołują najsilniejsze emocje. To jedna z najważniejszych części opowieściach o uchodźstwie 1915. Układają się one w kilka wzorców:

  • niefrasobliwe odłączenie. Tę historię słyszałam kilkakrotnie, w różnych wersjach. Czy tak często się coś podobnego zdarzało, czy też zasłyszane robiło tak silne wrażenie, że ludzie potem powtarzali jako coś, co przydarzyło się obok nich? Schemat jest następujący: trwająca wiele tygodni podróż w głąb Rosji, pociąg zatrzymuje się niespodziewanie, stoi czasem kilka dni i nagle niespodziewanie rusza. Dziecko zmęczone podróżą, głodne, coś przeskrobuje. A to lepi sobie konika ze zdobytej z takim trudem porcji chleba, a to w zabawie niszczy jakiś zabrany z domu przedmiot. Matka reaguje ostro, dziecko w złości ucieka przed siebie. W międzyczasie pociąg rusza, matka szuka, woła, biega, próbuje zatrzymać pociąg…. Na próżno. Dziecko zostaje na peronie. Najczęściej nigdy więcej się nie spotkają… Dziecko wychowuje się w jakiejś ochronce, po latach wraca w rodzinne strony, ale nikt inny nie przybywa – rodzina umiera w Rosji. Albo odwrotnie – mimo, że rodzina szukała, dziecko nigdy się nie odnalazło. Takie zderzenie dziecięcej niefrasobliwości z twardymi realiami…
  • cudowne odnalezienie. Takich historii nie ma zbyt wiele. W ówczesnych gazetach pełno jest ogłoszeń o zagubionych dzieciach, rozdzielonych rodzinach. Odnaleźć się tym trudniej, ze dzieci nie zawsze wiedza, jak się nazywają, czasem podają przezwisko lub nazwisko zostaje nieprawidłowo zapisane. Publikowane są więc zdjęcia zagubionych maluchów. „Matka zmarła, ojciec się zagubił” – czytamy. Ale cuda się zdarzają. I gazety o tym donoszą, ku pokrzepieniu serc. Przytoczmy jeden przykład. Młoda kobieta w została rozdzielona ze swoją trzyletnią córką, próbuje jej szukać. Wkrótce chora trafia do szpitala. Pewnej nocy przywieziono grupę bieżeńskich dzieci, okutanych w szmaty, wymęczonych. Udało się naprędce rozlokować prawie wszystkim, małej dziewczynce brakuje miejsca. Kobieta zaproponowała więc, ze weźmie ją do swego łóżka. Rano okazało się, że przyjęta dziewczynka to jej zagubiona córeczka.
  • ochronki dla dzieci. Na stacjach kolejowych stoją wagony „ochronki” – dla osieroconych w podróży , dla zabłąkanych. Smutny widok. W historiach słyszymy np, jak w bieżeńskiej rodzinie umiera matka, zostaje gromadka dzieci. W tym najmłodsze – kilkumiesięczne lub roczne. Ojciec przerażony, że sobie nie poradzi, bierze maleństwo i niesie do sierocego wagonu. Rodzeństwo próbuje go powstrzymać, płacze. Na próżno…
  • szybka samodzielność. Rodzice umierają, zostają same dzieci. Najstarsze – 8-10 letnie przejmuje więc obowiązki rodziców, opiekuje się reszta – czasem nawet rocznymi dziećmi. Cudem przeżywają i wracają na swoją ojcowiznę…..
Opublikowano Artykuł, Wspomnienia, Zdjęcia | Otagowano , , , , , | 2 Komentarze

Jak krowa zjadła konia…

Historia wyszperana w ukazującej się po białorusku w Wilnie „Naszej Nivie”. Pokazuje czas tuż przed bieżeństwem, poza tym na 1 kwietnia w sam raz, choć prawdziwa….

Grudzień 1914, powiat wileński. Gospodarz wziął pieniądze za konia zarekwirowanego do armii (na początku płacili) – ok. 200 rubli, zawinął w węzełek i schował do łózka, w siennik. Za kilka dni żona wyrzuciła słomę z siennika do obory. Krowa lubiła jeść właściwie wszystko, zjadła i ten węzełek. Prawdopodobnie z zawartością, bo pieniędzy nie znaleziono…

Opublikowano Artykuł | Otagowano | Dodaj komentarz

Dawno, dawno temu…

Уральская казачка с коромыслом. Оренбургская губ., Троицкий у. 1911

Уральская казачка с коромыслом. Оренбургская губ., Троицкий у. 1911

Gdy wiał wiatr z zachodu, nam pachniało razowym, żytnim chlebem. Naszym. Mieliśmy już dosyć tutejszych pirohów; które na początku nam tak smakowały – wspominała moja babcia bieżeńskie lata w Donskoje, w Stawropolskim kraju. Historia wiele mówi o złożoności pobytu w Rosji. Pewnie dlatego została zapamiętana w rodzinie.

Wspomnienia o bieżeństwie się rwą… Trudno dziś o pełne historie, które tworzyłyby całościowy obraz tych 5-7 lat spędzonych poza rodzinnym domem. Nic dziwnego – świadków praktycznie już nie ma, pozostały zasłyszane od dzieci czy wnuków bieżeńców historie. W pamięci rodzinnej, przekazywanej z pokolenia na pokolenie zostały obrazy, sceny, szczegóły. Najczęściej te najmocniejsze, wywołujące najsilniejsze emocje u opowiadających oraz /albo słuchających. Pewnie trochę przekręcane, zmieniane – taka już natura naszej pamięci. Owe wspomnienia, nawet te magiczne i nieprawdopodobne ciekawą mówią wiele o świecie naszych dziadków czasem o wiele więcej niż historyczny podręcznik: pokazują emocje, wartości. Wreszcie mówią o nas samych i tym, co dla nas ważne. Dlatego warto tych wspomnień posłuchać i im się przyjrzeć.

Powspominajmy więc, co w naszej pamięci zostało z opowieści dziadków? Jakie obrazy? Jakie emocje?

Ja np. mam kilka takich zapamiętanych z dawnych opowieści (babcia-bieżenka umarła, jak miałam 7 lat) obrazków:

  • Straszliwa droga do Rosji – ludzie mrą jak muchy, w rowach przy drodze rozkładają się ciała nie pogrzebanych zwłok. Albo zakopuje się je płytko, w pośpiechu i jedzie się dalej. To porzucanie zwłok bliskich albo grzebanie ich nie wiadomo gdzie, jest do dziś w naszej kulturze takim tabu….
  • Bardzo dobrzy ludzie, którzy przyjmują bieżeńców z otwartymi rękami. To chyba najczęstszy motyw w opowieści o pobycie w Rosji, z jakim się zetknęłam: że po tej strasznej drodze ludzie zostali wspaniale przyjęci przez zwykłych ludzi, którzy przyjęli ich pod swój dach, niczym najbliższych krewnych.
  • Zboże wysypywane do rzeki przez Czerwonych, gdy zaczęła się rewolucja. Ten obrazek pojawia się w wielu opowieściach. Na chłopach dobrze znających głód takie marnowanie zboża – przyszłego chleba – musiało być wstrząsem. Ba, na mnie dziś przechodzą ciarki, gdy o tym myślę, moje „gospodarskie” geny się odzywają…
  • Historia o tęsknocie za ciemnym swojskim chlebem, przytaczana na początku tekstu. Tam, gdzie byli moi dziadkowie, na urodzajnych glebach rosła pszenica, żyta nie uprawiano. Chleba było pod dostatkiem (przynajmniej do rewolucji), ale białego, pszennego. Luksus, w końcu obrzydł. Tęsknota, o której być może nie potrafiono rozmawiać, przejawiała się jako tęsknota za chlebem…

A Wy jakie obrazy z rodzinnych opowieści pamiętacie?

Opublikowano Artykuł, Dyskusja | Otagowano , , | Dodaj komentarz

W Dzień Woli pomyślmy też o bieżeńcach

62_24_10_biezency

Bieżeńcy – milczący bohaterowie historii. Źródło: Letopis voiny

Bieżeńcy nie mieli szczęścia zostać bohaterami. Niczego nie podbili, nie zaanektowali  ziemi, na której ich osiedlono, nie wybili się na żadną niepodległość. Żaden z narodów, do  których należeli, nie wpisał ich w swoją politykę historyczną; na ich losie nie budował mitów, wpajanych młodym pokoleniom. Nie uznawano ich za godnych tego, by wspominać o nich w podręcznikach do historii. Byli przecież daleko, gdy w ojczyznach rozgrywała się walka o niepodległość…

Czy ich los przez to stał się dla nas mniej ważny? Mniej godny pamięci? To, w jak wielu rodzinach wciąż się o nim pamięta, Wasze zainteresowanie ta strona, Wasza aktywność też jest chyba odpowiedzią.

Dziś Białorusini (ci w Polsce i ci niełukaszenkowscy) świętują Dzień Woli. To 96 rocznica ogłoszenia Białoruskiej Ludowej Republiki. Pomyślmy w ten dzień nie tylko o bohaterach podręczników historii. Także o tych z naszych rodzinnych wspomnień. I tych, którym w bieżeńskiej tułaczce stracili całe rodziny i dziś nie ma kto o nich nawet pomyśleć…

Opublikowano Artykuł, Bez kategorii | Otagowano , | Dodaj komentarz

Białorusini, Ukraińcy, Polacy… Identyfikacja narodowa bieżeńców i co z niej wynikało

Odpowiedź na pytanie o podział narodowy bieżeńców nie jest ani prosta ani jednoznaczna. Z kilku powodów. Bo identyfikacja narodowa uchodźców nie zawsze była oczywista. Bo statystyki sporządzane przez instytucje różniły się między sobą. Mało tego – czytając je musimy być świadomi, że władze w oficjalnej polityce nie uznawały istnienia narodu białoruskiego i ukraińskiego. Uważały, że wraz z tzw. Wielkorusami należą oni do wielkiego narodu rosyjskiego. Dlatego w statystykach nie ujmują osobno Białorusinów czy Ukraińców, choć stanowili oni ogromną część bieżeńców.

158px-Eastern_Front_As_of_1917

Front wschodni w 1917 roku; przerywaną linią zaznaczona granicą Imperium – bieżeńcy pochodzili gł. z ziem utraconych

Na początek – statystyki. Pochodzą z Wszechrosyjskiego Związku Ziemstw z 1916 roku:

Rosjanie, Białorusini i Ukraińcy —67,5 proc.

Polacy — 13,2 proc.

Żydzi – 6,4 proc.

Łotysze – 4,9 proc.

inni (głównie Ormianie, Litwini, Estończycy) – 8 proc.

Identyfikacja narodowo-etniczna bieżeńców może dziś rozpalać emocje.  Ale czy była ważna dla nich samych?

Polacy, Łotysze, Litwini utworzyli sprawne organizacje pomagające bieżeńcom, które istotnie wpłynęły na ich los; Żydzi organizowali się, wykorzystując istniejące od wieków tradycje pomocy słabszym i poszkodowanym.

Dla przykładu wspomnę o najbardziej wpływowej (choć nie jedynej) polskiej organizacji pomocowej – Centralnym Komitecie Obywatelskim Królestwa Polskiego w Rosji, kierowanym m.in. przez Władysława Grabskiego. Zorganizowana przez polskie elity, które same często uciekały do Rosji, nie tylko pomagały rodakom przetrwać trudną drogę – organizowały punkty żywnościowe i medyczne, ale przede wszystkim dbały o zachowanie polskości. M.in. zabiegały (z powodzeniem) o osiedlenie polskich uchodźców na terenach najbliższych polskim ziemiom – do linii Wołgi, by po zakończeniu wojennej zawieruchy szybko „ściągnąć” ich do kraju. Ważne było też skupienie ich, by nie rozproszyli się w rosyjskim żywiole, oraz by móc z nimi później pracować. Po osiedleniu, CKO organizował bieżeńców w partie wygnańcze (50-300 osób) oraz kolonie (powyżej 300 osób). Do takich skupisk przysyłał nauczycieli, księży, zakładał ochronki dla dzieci, ambulatoria a nawet szpitale.  No i za pośrednictwem CKO wypłacano zapomogi ze skarbu państwa. Zdarzało się, że najaktywniejsze organizacje narodowe (a CKO do nich należała) wypłacały wyższe zapomogi niż rosyjskie, opiekujące się bieżeńcami niezależnie od narodowości. A „zaradniejsi” wykorzystywali chaos biurokratyczny i pobierali zapomogi z kilku źródeł.

Rejestracja bieżeńców. źródło: Letopis vojny

Rejestracja bieżeńców. źródło: Letopis vojny

Historii polskich bieżeńców i ich organizacji warto poświęcić bardziej szczegółowo któryś z przyszłych wpisów; dla niecierpliwych i dociekliwym polecam książkę Tułaczy los. Uchodźcy polscy w imperium rosyjskim w latach I wojny światowej autorstwa Mariusza Korzeniowskiego, Marka Mądzika i Dariusza Tarasiuka – naukowców z Uniwersytetu Marii Curie Składowskiej w Lublinie.

A co z  mieszkańcami dzisiejszej Białostocczyzny czy „Rusinami” z Lubelszczyzny,  Chełmszczyzny, Galicji? Czy mieli własne organizacje pomocowe, które dbałyby o interesy tej grupy? Peter Gatrell, autor wydanej w USA świetnej książki o uchodźcach z Rosji w czasie I wojny The Whole Empire Walking nazywa ich „niewygodnymi”. Oficjalnie dla władz byli przecież Rosjanami.

Choć świadomość narodowa chłopów nie była wysoka (delikatnie mówiąc), to bieżeństwo mogło obudzić poczucie odrębności. Konfrontacja z mieszkańcami dalekiej Rosji, którzy wprawdzie wyznawali tę samą wiarę i mówili w na pozór podobnym języku, uświadomiła im własną inność i odrębność. To przewija się choćby we wspomnieniach zamieszczonych w zbiorze Bieżaństwa 1915 – okazuje się, że język nie jest aż tak podobny, jak się wcześniej wydawało; miejscowi ich nie rozumieją, a dzieci w szkole wyśmiewają. Kultura, mentalność, obyczaje, praktyki rolnicze – to wszystko jest pełne różnić.

Dlatego – jak pisze Gatrell –  aparat państwowy robił wszystko, by powstrzymać Białorusinów i Ukraińców przed tworzeniem własnych organizacji pomocowych, bo to oznaczałoby akceptację ich odrębności(mieli korzystać z pomocy organizacji rosyjskich). Oczywiście i bez tego organizowanie się nie byłoby łatwe – wśród bieżeńców z Grodzieńszczyzny czy Lubelszczyzny brakowało wpływowych, doświadczonych w działalności politycznej elit (takie organizowały ruch polski); nie było też tradycji organizacyjnych (jak chociażby u Żydów).

Wyjątkiem potwierdzającym regułę było Zapadno-ruskoje obszczestvo, utworzone przez miejscową elitę białoruską w okolicach Mińska jesienią 1915, które opiekowało się ok 100 tys. uchodźców. Wcześniej w kwietniu 1915 roku w Wilnie powstało Białoruskie Towarzystwo Pomocy Ofiarom Wojny, jednak praktycznie nie miało one wpływu na pomoc bieżeńcom z lata 1915 roku. Gatrell konstatuje: by ktoś zainteresował się potrzebami białoruskich uchodźców, musieli czekać do rewolucji lutowej

Ludność ukraińska próbowała się organizować, kultywować własną kulturę. Zwłaszcza mieszkańcy Galicji, przyzwyczajeni do względnej swobody politycznej czasów Austro-Węgier, którzy trafili teraz pod skrzydła organizacji mającej propagować wśród nich rosyjską tożsamość (Gatrell podaje: Russian People’s Council of Carpatian Rus. Jak to brzmiało w oryginale, nie udało mi się znaleźć. Może ktoś wie?). Nie było mowy o kontynuacji działalności przez istniejące wcześniej w Galicji prosvity. Jakiekolwiek próby usamodzielnienia się były oczywiście torpedowane przez władze, podobnie jak w Moskwie, Kijowie i w innych miastach; podobnie jak dążenia do zakładania własnych szkół czy choćby kursów dla dzieci.

Na koniec – wniosek Gatrella: Działalność organizacji narodowych pomagały zasypać przepaść między elitami społecznymi, inteligencją, a prostymi bieżeńcami

Opublikowano Artykuł | Otagowano , , , , , , , | 1 komentarz

Mobilizacja poduszek, Wilno zawalone sianem

wilnoZostajemy przy czasie tuż przed bieżeństwem – by lepiej zrozumieć ówczesną atmosferę. To ona miedzy innymi sprawiła, że ludzie tak licznie ruszyli w bieżeństwo. M.in. szerzyły się wszelkie pogłoski, tak absurdalne, jak cała wojna wokół.

Te, że Niemiec – straszna postać o jednym oku, uosobienie wszelkiego zła – będzie kobietom obcinał piersi, dzieci wrzucał do studni, wszystkich zabijał, znamy chociażby ze zbioru wspomnień „Bieżeństwa 1915” wydanych przez Tygodnik Niwa. Takie pogłoski prawdopodobnie rozpuszczała wojskowa propaganda, nakłaniająca do wyjazdów.

Siłę plotki, wykorzystywali także różnej maści oszuści i cwaniacy. W sierpniu 1914 roku, tuż po wybuchu wojny białoruski tygodnik „Nasza Niva” ukazujący się w Wilnie, ale obejmujący swym zasięgiem obszar Guberni Grodzieńskiej pisał:

W powiecie wileńskim umyślnie rozpoczęto rozpowszechnianie pogłosek, jakoby wkrótce władze miały odbierać od rolników żywiec i trzodę. No i wkrótce nie tylko gospodarze, ale i ziemianie, w obawie przed rekwizycjami dostarczyli na rynek tak wielkie ilość żywca, że ceny spadły i za krowę wartą 90-100 rubli, handlarze płacili nie więcej niż 40-50.

Następnym razem rozpuszczono pogłoski, że wileńska intendentura będzie zakupywać ogromne ilości siana. No i ruszyły wozy wypełnione sianem do Wilna. Ostatecznie przyszło się gospodarzom sprzedawać siano za pół ceny, bo na rynku było o wiele więcej wozów z sianem niż kupujących…

I jeszcze moja ulubiona plotka. W ostatnim czasie między mieszkańcami Wilna zaczęło się mówić, że policja kazała zebrać poduszki, prześcieradła i pościel i że na jedną osobę może zostać tylko po 1 sztuce powyższego. No i rzeczywiście jakaś banda chodziła po domach i zabierała od ludzi poduszki… Teraz szuka ich policja.

Rzecz dzieje się na Wileńszczyźnie, ale na grodzieńszczyźnie pewnie nie było inaczej. Wokół szalały rekwizycje, powoływano do wojska jedynych żywicieli rodzin… Wszystko mogło się zdarzyć…

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , | Dodaj komentarz

Sokółka, tuż przed bieżeństwem

Cerkiew św. Aleksandra Newskiego w 1916 roku. Z kolekcji Aleksandra Sosny.

Cerkiew św. Aleksandra Newskiego w 1916 roku. Z kolekcji Aleksandra Sosny.

W pierwszych miesiącach 1915 roku proboszcz sokólskiej cerkwi św. Aleksandra Newskiego notował: „Sokółka i okolice zalane są wojskami wszystkich formacji i rodzajów, zarówno odstępujących, jak i nowoprzybyłymi. To jedno ogromne obozowisko wojskowe. Również domy duchowieństwa są przepełnione wojskiem. W Soborze nieustannie trwa spowiedź żołnierzy powracających z pozycji i idących na pozycje frontowe. Spowiada się także 125 batalion rezerwowy, odsyłany do Rygi. Wobec ogromnego natłoku ludzi – od 500 do 600 ludzi dziennie – stosuje się spowiedź powszechną, lecz z odmawianiem modlitw przebłagalnych o rozgrzeszenie dla każdego oddzielnie. W ten sposób, w atmosferze nieustannej modlitwy i żalu za grzechy – niepostrzeżenie mijają miesiące luty i marzec.”

I dalej: „26 kwietnia podczas nabożeństwa przeleciał nad Soborem wrogi samolot, nie zrzucał bomb i odleciał. Zostały obsiane już wszystkie pola. Pozostało tylko miejsce na zasiew gryki i pod ziemniaki. Trwa jednak susza. Już drugi miesiąc nie spadła nawet kropla deszczu. Wieją nieustannie zimne, lecz bardzo suche wiatry”

Za trzy-cztery miesiące nie zdążywszy zebrać wszystkich plonów, chłopi Sokólszczyzny wyruszą w bieżeństwo. Kronika sokólskiej cerkwi już tego nie odnotuje….

Kronika ocalała, jej tłumaczenie można znaleźć tu: http://naszasokolka.wordpress.com/artykuly/sokolscy-prawoslawni/kronika-sokolskiej-parafii-prawoslawnej-od-roku-1886-do-1915/

Opublikowano Bez kategorii, Zdjęcia | Otagowano , , | Dodaj komentarz

Bieżeńcy z Galicji, „Letopis wojny”

Lipiec 1915, na łamach rosyjskiego tygodnika opisującego dzieje trwającej wojny „Letopis wajny” zaczynają się pojawiać zdjęcia bieżeńców. Jeszcze bez większej tekstowej informacji, bez żadnej refleksji. Ot, taki obrazek pokazujący nieszczęście siane przez wroga….

Opublikowano Bez kategorii, Zdjęcia | Otagowano , , , | Dodaj komentarz