Wspomnienia Iwony Zinkiewicz

W ciągu dwóch miesięcy działania strony bieżeństwo.pl nadesłaliście wiele wspomnień. Czasem krótkich, zawierających głównie fakty, czasem dłuższych, barwnie opisujących przeżycia Waszych przodków… Łączą je silne emocje opowiadających. Bieżeństwo, choć jest historią już odległą – jak widać – dla nas jest wciąż żywe….

Zaczynamy publikowanie Waszych wspomnień. Na początek – historia rodziny Iwony Zinkiewicz, mieszkającej w Białymstoku. Wszystkie historie są zamieszczane na podstronie Wspomnienia; by oszczędzić Wam klikania – zamieszczamy je i na blogu..

Babcia Leoniła Syczewska z domu Zabrodzka, Stryki (powiat bielski)

W pamięci przede wszystkim utkwił mi los mojej babci ze strony mamy. Babcia Leoniła urodziła się w 1911 roku. Jeszcze przed wojną zmarł jej ojciec Michał, mój pradziadek. Pochowany został na cmentarzu w Strykach. Babcia i jej starsza o trzy lata siostra zostały więc półsierotami.

Mamy rok 1914 i wybuch wojny. Wojny, takiej jakiej ludzie nie znali. Bali się tego co nastąpi. Bali się że Niemcy będą robić straszne rzeczy. Zaczęli uciekać. Moja babcia w 1915 roku miała 4 lata, jej siostra Maria – 7. Pojechały wraz ze swoją mamą i babcią. Na obcej ziemi zaczęły chodzić do szkoły. Utkwiła mi w pamięci opowieść o upartym wielbłądzie.

Kiedy moja babcia Leoniła i jej siostra Maria szły do szkoły, to jeden pan chciał je podwieźć na wielbłądzie. No i tak jechały na tym wielbłądzie, dopóki ten się nie zdenerwował i sobie usiadł, bo dalej iść nie chciał. Dziewczynki zsiadały z wielbłąda i dalej szły pieszo. Kiedy wracały po szkole, wielbłąd jeszcze siedział a właściciel robił wszystko, żeby go zmusić do powstania, łącznie z paleniem ognia. Jednak uparte zwierzę nawet nie drgnęło.

Rodzinę babci Leoniły spotkała wielka tragedia, bowiem ich matka, a moja prababcia Tekla zachorowała na tyfus i zmarła. Została tam pochowana, ponoć przy jakimś monasterze. Gdzie dokładnie, nie wiem. Babcia i jej siostra stały się okrągłymi sierotami. Zostały tylko z babcią, moją praprababcią Marią Wawulską. Tak też z nią wróciły.

Praprababcia Maria zmarła gdzieś w 1945 roku mając ponad 90 lat. Moja babcia Leoniła Syczewska z domu Zabrocka zmarła w roku 1980. Miałam wtedy 6 lat. Babcię pamiętam, że była bardzo dobra. Jednak całą opowieść o bieżenstwie znam od mojej mamy, która mi bardzo często o tym opowiadała. Siostra Babci Maria zmarła w 1990 roku.

Andrzej Syczewski, Stryki (powiat bielski)

Los dziadka Andrzeja Syczewskiego był zupełnie inny. Bowiem on i jego rodzina nie wyjechali. To znaczy wyjechali, ale na pińskich błotach zostali zatrzymani. Krzyczeli „mosty horat”. I tak dziadek Andrzej, jego brat Jan i siostra oraz rodzice Filip i Tatiana pozostali w Puszczy Białowieskiej. Tam przetrzymali wojnę i powrócili do swojej rodzinnej wsi Stryki. Myślę, że dzięki tym spalonym mostom ich los był łaskawszy.

Dziadek Andrzej zmarł w 2000 roku, przeżywszy 95 lat. Tak że ja osobiście słuchałam jego opowieści. W domu moich rodziców jest piękny talerz z kwiatami. To babcia przywiozła go z bieżenstwa. U wujka został samowar. W domu dziadków mieszka mój cioteczny brat. I jakoś tak wciąż w tym domu pachnie wspomnieniami o babci i dziadku. A droga prowadzi przez pole, gdzie wiosną kwitną kaczeńce. Te kaczeńce są też wspomnieniem mojego dzieciństwa. Może dlatego i dzisiaj tak kocham kwiaty.

Maurycy Zinkiewicz, Szastały (powiat bielski)

Mój dziadek ze strony taty – Maurycy Zinkiewicz urodził się w 1894 roku we wsi Szastały. Wyjeżdżając w bieżenstwo był więc już dorosły. Dziadek miał trzy siostry i brata. Brat zmarł po drodze. Z opowieści dziadka Maurycego pamiętam tylko, że w mieście Carycyn spotkał człowieka, który był z jego wsi. Spotkanie niesamowite. Okazało się że tamtego rodzina też przyjechała do Carycyna.

Dziadek Maurycy zmarł w roku 1980. Miał 86 lat. Może o bieżenstwie nie opowiadał zbyt dużo małemu dziecku, jakim byłam. Ale pamiętam, że lubił opowiadać. Kiedy miał 8 lat zasadził z żołędzia dąb. Dąb rośnie do dzisiaj na podwórku moich rodziców. To już staruszek. Tym bardziej, że bardzo ucierpiał w czasie II wojny światowej. Ma w sobie takie dziuple, gdzie gnieżdżą się ptaki. Gdyby mógł to pewnie opowiedziałby nie jedną historię. Był przecież świadkiem tych wszystkich ludzkim tragedii. Pamięta bieżenstwo, ale cóż nie rozumiemy mowy drzew.

Katarzyna Zinkiewicz z domu Pugacewicz; Szastały (powiat bielski)

No i na koniec moja babcia Katarzyna Zinkiewicz z domu Pugacewicz. Ona i jej rodzina też wyjeżdżali. Wrócili dopiero w roku 1922. Byli bardzo daleko i tam rewolucja dotarła bardzo późno. Przez długi czas ludzie żyli w spokoju i błogiej nieświadomości.

Los babci Katarzyny był odmienny niż wiele innych. W roku 1941 wyjechała do miasta Saratow i tam mieszkała wraz ze swoją córką a przyrodnią siostrą mojego taty do swojej śmierci w roku 2002. Babcia, której prawie nie znałam miała 98 lat. Różne są losy ludzi. Czasami sami sobie komplikujemy życie, a czasami właśnie takie tragedie jak wojna.

 *****

Myślę, że los moich bliskich był bardzo podobny do wielu innych rodzin z Podlasia. Większość z nich wyjeżdżała, zostali tylko nieliczni. Zawsze mój tato powtarza, że w Szastałach zostały dwie rodziny i nie mogli się pogodzić. Cóż samo życie.

Dobrze, że chcemy pamiętać. Nie było mi na szczęście dane przeżyć wojny. We wspomnieniach z mojego dzieciństwa wciąż widzę kaczeńce. Myślę, że talerz też pozostanie. Jest przecież częścią tamtych trudnych czasów.

  Historia spisana i nadesłana przez Iwonę Zinkiewicz

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii Artykuł, Wspomnienia i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s