Ks. Jan Kotorowicz z Hostynnego

Nie zostawił swoich parafian

Jest jednym z niewielu duchownych, którzy w bieżeństwo idzie razem ze swoimi parafianami. Dzięki temu los (oraz zajmujący się bieżeńcami urzędnicy) jest dla nich o wiele łaskawszy niż dla pozostałych. Relacja ks. Jana Kotorowicza kończy się w roku 1916. Co się z później stało z nim i jego parafianami?

Ks. Jan Kotorowicz, lata 30., Hostynne

Prawosławny ksiądz Jan Kotorowicz z Hostynnego (pod Hrubieszowem) spisał i opublikował swoje wspomnienia w 1941 roku, w wydawanych w Krakowie pod okupacją niemiecką ukraińskich „Wiadomościach Krakowskich”. Odnalazł je, przetłumaczył i opracował lubelski historyk Mariusz Radosław Sawa.

***

Jako diakon chodziłem w riasie i powszechnie brano mnie za księdza, i dzięki temu przychylniej postępowano z całą grupą, lepiej niż z takimi, które podróżowały bez swoich duchownych” – pisze we wspomnieniach ks. Kotorowicz. Ma on zaświadczenie ze spisem wszystkich swoich wiernych, na jego podstawie w punktach żywieniowych dostaje chleb, mięso, cukier, kaszę. Zdobywa też niedostępne dla innych drewno na opał czy obrok dla koni.

Gdy władze nakazują chłopom sprzedaż koni i wozów, by dostać miejsce w pociągu wiozącym bieżeńców w głąb Rosji, on wysyła do urzędującego w Moskwie gubernatora chełmskiego prośbę o pozwolenie na załadowanie się z ekwipunkiem. Ku zaskoczeniu wszystkich, pozwolenie to wkrótce nadchodzi. Zabrane ze sobą konie i wozy będą potem wielokrotnie ratować chłopów z Hostynnego od głodu i poniewierki.

Początkowo mieszkańcy Hostynnego trafiają gdzieś pod Taszkient, gdzie mają zostać rozdzieleni. Dzięki interwencji ks. Kotorowicza udaje się ich rozmieścić w dwóch sąsiednich wsiach, gdzie – czytamy we wspomnieniach – mieszkają „ukraińscy przesiedleńcy”. Na początku maja 1916 roku zostają jednak przesiedlani z Kirgistanu do Buzułuku w guberni samarskiej. Tam są podzieleni i rozmieszczeni po różnych wsiach, gdzie z trudem wiążą koniec z końcem. Relacja ks. Kotorowicza urywa się jeszcze przed rewolucją.

***

O księdzu Kotorowiczu wiadomo niewiele – pisze w niepublikowanym wstępie do wspomnień historyk Mariusz Radosław Sawa. Śladów ks. Kotorowicza poszukiwał on w archiwach, w publikacjach, rozmawiał też z ludźmi w okolicy Hostynnego („zachowuje je w pamięci bardzo wąska grupa osób” – zauważa).

Udaje mu się ustalić, że „Jan Kotorowicz (ukr. Iwan Kotorowycz) był synem Pantalejmona urodzonym 26 września 1878 roku w Hostynnem. Po ukończeniu seminarium duchownego w Chełmie pracował jako urzędnik. W 1912 roku został diakiem i psalmistą w Oszczowie. Następnie skierowano go do parafii w Hostynnem. Wraz ze swoimi parafianami wyruszył w czerwcu 1915 roku w głąb Rosji.”

Cerkiew w Hostynnem. fot. chram.com.pl

Do Hostynnego ks. Jan Kotorowicz powrócił wraz z parafianami w listopadzie 1919 roku i przez 25 lat pełnił funkcje tamtejszego proboszcza. Wciąż angażował się w życie swoich parafian i aktywnie pracował na ich rzecz. „Spokojny, taktowny i życiowo wyrobiony, pracowity i sumienny kapłan, prowadzi spółdzielnię i kasę ukraińską, lojalny wobec Polski” – mówiły o nim ówczesne policyjne raporty.

Policyjna inwigilacja ks. Kotorowicza nie była w tamtym czasie niczym dziwnym. Wynikała z polityki państwa polskiego wobec mniejszości narodowych. Największą (14 proc ludności II RP) była właśnie mniejszość ukraińska. Państwo prowadziło wobec niej (podobnie jak wobec innych mniejszości) silną politykę asymilacyjną. Po 1918 roku kilkakrotnie prowadzono rewindykację cerkwi prawosławnych na rzecz Kościoła katolickiego, propagując jednocześnie działalność neounijną. A w 1938 roku rozpoczęto akcję burzenia cerkwi prawosławnych na południowym Podlasiu i Lubelszczyźnie.  Więcej na ten temat: https://pl.wikipedia.org/wiki/Akcja_rewindykacji_cerkwi_prawos%C5%82awnych_w_II_Rzeczypospolitej#Akcja_rewindykacyjno-polonizacyjna_1937%E2%80%931938

To wszystko wpływało też na życie parafii w Hostynnym. W okolicy istniały silne napięcia wyznaniowe – w niedalekim Grabowcu prowadzono próby utworzenia parafii neounickiej. Część cerkwi prawosławnych w okolicy została też wcześniej przejęta przez kościół rzymskokatolicki.

Jak w tym wszystkim znajdował się ks. Kotorowicz? Opinie nie są tu jednoznaczne. Jak wspominam wyżej – wg policyjnych raportów był „lojalny wobec Polski”. Ale inne źródła przytaczają przeciwne opinie.  „Z kolei inny badacz dziejów prawosławia na Lubelszczyźnie w okresie międzywojennym ks. K. Grzesiak podaje, że ks. Kotorowicz wykazywał silne sympatie ukraińskie oraz unijne, co było kłopotliwe zarówno dla władz państwowych jak i dla hierarchii prawosławnej” – pisze Mariusz Radosław Sawa. Dalsza historia ks. Kotorowicza jest jeszcze bardziej skomplikowana. – „Zagadkowa jest sprawa przeniesienia w 1936 roku w biłgorajskie i późniejszy konflikt z władzami. Ostatni znany przejaw jego aktywności w Hostynnem to list wysłany do starosty hrubieszowskiego z sierpnia 1936 roku o następującej treści: „W imieniu parafian wsi Werbkowice[tutejsza cerkiew została w 1918 roku „zrewindykowana” i wkrótce zamieniona  na kościół rzymskokatolicki – AP-O] mam zaszczyt prosić Pana Starostę o łaskawe zezwolenie odprawienia w dniu 28 sierpnia (Matki Boskiej Zielnej) uroczystego nabożeństwa w Werbkowicach, w myśl wieloletniej tradycji obchodzonego przez tamtejszą ludność prawosławną”. Prośba została załatwiona odmownie.

Po przeniesieniu do parafii Babice w Biłgorajskiem, ks. Kotorowicz „w czerwcu 1938 roku został aresztowany przez władze polskie, być może na skutek jakiejś formy sprzeciwu wobec burzenia cerkwi przez Polaków – pisze Mariusz Radosław Sawa.

***

O poszukiwaniach dotyczących dalszych losów ks. Kotorowicza Mariusz Radosław Sawa pisze: „Z ksiąg urzędu stanu cywilnego parafii w Werbkowicach wynika natomiast, że w okresie okupacji niemieckiej ks. Kotorowicz wrócił w rodzinne strony i sprawował posługę kapłańską także w cerkwi w Werbkowicach, być może po ks. Aleksym Baranowie. Od maja 1943 roku pełnił także obowiązki proboszcza parafii w Nabrożu. Przejął je po zamordowanym przez Polaków ks. Sergiuszu Zacharczuku.

Z okresu wojennego wiemy jeszcze, że jedna z dwóch córek księdza, o których będzie mowa w relacji z bieżeństwa, była żoną Jakuba Wojnarowskiego, żołnierza armii Ukraińskiej Republiki Ludowej, w latach okupacji niemieckiej działającego w ukraińskim podziemiu, rozstrzelanego przez Armię Krajową. Druga córka wyszła za psalmistę z Hostynnego”.

Co do dalszym losie batiuszki, „przypuszczalnie został wysiedlony za Bug razem z ludnością ukraińską tuż po wojnie”.

***

Mariusz Sawa wciąż szukał. W 1915 roku, w rocznicę bieżeństwa, zorganizował Motocyklowy Przejazd Szlakiem Bieżeństwa 1915-2015. Kilkadziesiąt osób wyruszyło z Hostynnego i przejechało do Uhruska trasą, którą szli prowadzeni przez ks. Kotorowicza ludzie, na poszczególnych przystankach czytano fragmenty wspomnień.

Rok później znalazł materiał w internecie: http://kivertsi.com.ua/news/rodina-vidomogo-muzikanta-bogodara-kotorovicha-vidvidala-mogilu-svogo-pradida-otcya-ivana-kotot . 

Bogodar Kotorowycz, słynny ukraiński skrzypek, wnuk ks. Jana Kotorowicza

Dotyczył słynnego ukraińskiego skrzypka Bogodara Kotorowycza, który – jak wynikało z artykułu – był wnukiem ks. Jana Kotorowicza, „przesiedleńca z Chełmszczyzny”. Sam Bogodar urodził się zresztą w 1941 roku w Hrubieszowie, ale – jak czytamy w ukraińskiej Wikipedii – w 1945 roku jego rodzina przejechała na Wołyń.

Okazuje się więc, że także ks. Kotorowicza spotkał po II wojnie światowej los przesiedleńca. Z żoną Katarzyną po II wojnie światowej trafił do wsi Żabka na Wołyniu.  Zmarł tu w 1962 roku, pochowany jest w Kiwercach na Ukrainie.

Jego potomkowie należą do muzycznej elity Ukrainy: wnuk Bogodar był słynnym skrzypkiem, prawnuczka – Myrosława Kotorowycz również jest cenioną skrzypaczką. W 2016 roku odwiedziła ona miejsca związane z własną historią rodzinną, dała tu także kilka koncertów.

Myrosława Kotorowycz, ukraińska skrzypaczka, prawnuczka ks. Jana Kotorowicza

***

Dzięki Mariuszowi Radosławowi Sawie i odnalezionej przez niego rodzinie ks. Jana Kotorowicza, są szanse na wydanie wspomnień drukiem. Rodzina zebrała już na ten cel fundusze, Towarzystwo Ukraińskie z Lublina ma zająć się publikacją.

Trzymam kciuki i czekam niecierpliwie! To będzie cenna pozycja w biblioteczkach wszystkich zainteresowanych bieżeństwem i późniejszymi czasami na wschodnich ziemiach Rzeczpospolitej.

 

Projekt „Od bieżeństwa do wymiany ludności” powstał dzięki stypendium Marszałka Województwa Podlaskiego

Reklamy