To pytanie rozpaliło emocje na naszej Facebookowej stronie. Czy wyjeżdżali dobrowolnie, czy pod przymusem? Dlaczego uciekali? Czy określenie „bieżeńcy” nie fałszuje historii? Coś jest na rzeczy, bo już w 1915 roku nie brakowało wątpliwości i terminem zajmowała się carska propaganda.
Ale od początku – dlaczego ludzie wyjeżdżali? Generalnie – bo wojsko tak wymyśliło. Wiosną 1915 ruszyła ofensywa niemiecko-austriacka na froncie wschodnim, rozpoczął się odwrót armii rosyjskiej. Bezsilni generałowie imali się różnych pomysłów taktyczno-propagandowych. „Polowali na czarownice” czyli tropili szpiegów niemieckich wśród ludności, najczęściej żydowskiej. I wcielali taktykę spalonej ziemi.

Front wschodni w okresie 2 maja-30 września 1915
Garść faktów: 3 czerwca 1915 roku, w dniu opuszczenia twierdzy Przemyśl, dowódca frontu południowo-zachodniego generał Nikołaj Iwanow wydał rozkaz wysiedlenia w głąb Cesarstwa chłopów galicyjskich w wieku poborowym, pozwalając im zabrać ze sobą rodziny. Jednocześnie polecił zabezpieczyć „całkowity sprzęt urodzaju całkowity wywóz zapasów (prócz miesięcznego zapotrzebowania), uprowadzenia bydła i owiec”.
Szef Sztabu Generalnego gen. Nikołaj Januszkiewicz (człowiek oceniany przez historyków jako niekompetentny i nieudolny), rozszerzył rozkaz na front północno-zachodni, do którego należały tereny dzisiejszej Białostocczyzny. „W trakcie cofania się – brzmiał jego rozkaz – zawczasu niszczyć zasiewy przy pomocy koszenia lub w inny sposób; ludność męską, prócz Żydów, w wieku, w którym obowiązuje służba wojskowa, wydalać na zaplecze, by nie zostawić jej w ręku przeciwnika; wszystkie zapasy chleba i paszy, bydło i konie obowiązkowo wywozić; łatwiej będzie ponownie zaopatrzyć ludność przy naszej ofensywie niż zostawić przeciwnikowi, który i tak wszystko odbierze”.
Sformowano specjalne oddziały kozackie, które miały m.in. wyganiać ludzi i rekwirować majątek. Rozpoczęto też szeroko zakrojoną akcję propagandową. Bieżeńcy wspominają, (tu znajdziesz książki ze wspomnieniami), że szerzyły się pogłoski, jakoby Niemcy mieli kobietom odcinać piersi, dzieci wrzucać do studni, wszystkich zabijać.
Wytworzyła się atmosfera paniki. Ludzie byli przyzwyczajeni do pokoju, panującym praktycznie od 100 lat, od wojen napoleońskich. A tu przybliżał się front. Na zachodzie rozbłysła łuna pożarów, słychać było huk armat. Żołnierzy rekwirowali konie, wozy, bydło, odbierali majątek…. Psychologia tłumu też zachęcała do ucieczki. Mieszkańcy wiosek i miasteczek widzieli też ciągnące tabory uchodźców z Królestwa Polskiego; wcześniej w głąb Rosji ewakuowały się fabryki z Warszawy, Białegostoku; w ślad za nimi jechali pracownicy fabryczni i urzędnicy. Władze nakazały też wywiezienie majątku cerkiewnego; zdejmowano i wysyłano w głąb Rosji dzwony, ikony, sprzęty liturgiczne, dorobek wielu pokoleń. Wyjeżdżało wielu duchownych, często pochodzących z dalekiej Rosji – to musiało mieć duży wpływ na postawę pobożnego ludu. Jak to, że do wyjazdu namawiano też w cerkwi, o czym mówią bieżeńcy we wspomnieniach. Ludzie odrywali się od żniw – to był gorący sierpień 1915 – i jechali w nieznane.
Trudno w tej sytuacji o jednoznaczną odpowiedź – wyganiali czy sami uciekali. We wspomnieniach widać, że w jednych miejscowościach wyganiali, w innych ludzie sami uciekali. Choć czy to robi tak wielka różnicę? Bez decyzji wojskowych, bez wytworzenia takiej atmosfery pewnie historia potoczyłaby się trochę inaczej…

Bieżeńcy na stacji kolejowej
Gdy machina ruszyła i drogi oraz stacje kolejowe zostały zalane przez tabory bieżeńców, generałowie dostrzegli swoją krótkowzroczność – ich możliwości manewrów zostały poważnie ograniczone, a czasem wręcz uniemożliwione; wybuchły epidemie, wzdłuż traktów komunikacyjnych zabrakło wody do picia. Władze wojskowe próbowały zaprzestać dalszych wysiedleń, ale „doły wojskowe” niekoniecznie przestrzegały nowych rozkazów.
Za to zawrzało w „cywilnej” Rosji. Protesty rozlegały się w gremiach rządowych, wśród deputowanych do Dumy, ludzi wpływowych. Nie widzieli sensu owego zniszczenia, dostrzegali za to ogromne niebezpieczeństwo ekonomiczne i społeczne, związane z napływem tak ogromnej rzeszy wściekłych, chorych i wyniszczonych ludzi, których przecież trzeba było utrzymać. Późnym latem i jesienią 1915 odbywało się wiele spotkań, narad, itp. Dalsze wysiedlenia zostały zahamowane, ale mleko już się rozlało.
Nie było też jasności terminologii. Uchodźcy, uciekinierzy, wysiedleńcy, wygnańcy – w gazetach z tego okresu są wszystkie określenia; propaganda jednak dążyła do wprowadzenia określenia bieżeńcy, by zdjąć z siebie odpowiedzialność za wysiedlenia. Co współcześni nie zawsze akceptowali.
Wojenny cenzor przy Sztabie Głównym M.K. Lemke pisał w swoich wspomnieniach: (М.К. Лемке, „250 дней в царской ставке”., запись под 30.11.1915 г.) pisał: „Bieżeństwo – wybrane niewłaściwie słowo stało się dziś rodzajem obywatelstwa. „Bieżali” (uciekali) tylko ludzie majętni, a masa była wygnana siłą, pozostawiając swoje ziemie i spopielony majątek. „Bieżeńcy” przynieśli we wschodnie rejony Rosji kapitał, który umożliwiał im życie w nowym miejscu; „Wygnańcy” dowlekali się z połową rodziny, drugą pogrzebawszy po drodze, z pustymi rękami, wygłodzeni, schorowani, wszystkim obcy i niepotrzebni”.
Termin bieżeństwo – po rosyjsku uchodźstwo – stał się rodzajem nazwy własnej na określenie wielkiego exodusu 1915, używanym m.in. przez jego uczestników.