Czy tylko prawosławni?

Królestwo Polskie; mapa z 1892 roku

Królestwo Polskie; mapa z 1892 roku (gubernia grodzieńska należała bezpośrednio do Imperium)

Kto był w bieżeństwie? Najczęściej mówimy/myślimy: prawosławni z dzisiejszego Podlasia. To niezupełnie prawda. Podwójnie.

Prawosławni stanowili większość uchodźców, ale bieżeństwo dotyczyło także katolików, również z terenów innych niż gubernia grodzieńska (Żydzi czy ewangelicy też wyjeżdżali, choć to inna historia, do której kiedyś wrócimy). I nie chodzi tu o robotników ewakuowanych z warszawskich fabryk czy carskich urzędników. Wyjeżdżali także chłopi z guberni łomżyńskiej czy siedleckiej, wyganiani przez zbliżający się front (przyczyny bieżeństwa opisujemy tu). Pisarz i dziennikarz rosyjski Włas Doroszewicz opisywał w felietonie, cytowanym potem przez polskich historyków (stąd tłumaczenie) różnobarwny tłum bieżeńców:

Oto idzie gub. Chełmska. Poznać ją można po uczesaniu kobiet. Tu zaś biłgorajki. Oto dalej z godnością sunie gub. Grodzieńska: poznać ją można po wozach, obciągniętych samodziałami w kraty lub w pasy. Zniszczyli ich już wygnańcy, którzy szli przez ich okolice, a w rezultacie i im samym wypadło ruszyć. Oto w długich kożuchach z szerokiemi kołnierzami baraniemi, pięknie wyszytych czerwonym sznurem, w czapkach-rogatywkach z pomponami, ciągną włościanie z gub. Łomżyńskiej. Wąsy z podwąsiem, a podbródki zarośnięte, jak szczeciną. Cichy lud, grzeczny i miły. Zwłaszcza kobiety ich mają szaty wspaniałe. Rękawy, kieszenie, kibić- wszystko wyszyte kolorowo. Teraz jest to zakurzone, zabłocone, poobrywane, podarte, ale widać, że było to niegdyś wystawne, piękne, bogate. Trzeci już miesiąc w drodze. Ktoś zapytany, jak dawno są w drodze, odpowiedział: „Już sam nie wiem. Nie wiem, czy to był sen, że miałem kiedyś dom, czym teraz zwarjował. Dom spalony, żona w drodze umarła i dzieci dwoje z nią poszło; leżą pod krzyżami. Ja tylko i ten koń samotny na świecie.

Skala wyjazdów spod Łomży czy Siedlec była jednak nieporównywalnie mniejsza  niż z terenów dalej na wschód. Zgodnie z danymi Komitetu Wielkiej Księżnej Tatiany – organizacji niosącej pomoc bieżeńcom – najwięcej uchodźców pochodziło:

  • 31 proc. z guberni grodzieńskiej,
  • 24 proc – z Wołynia,
  • 11 proc. z guberni chełmskiej,
  • 6 proc. – z kowieńskiej.

Z tych „guberni prawosławnych” uciekali także katolicy, jednak mniej masowo – kościół namawiał ich do pozostania, chronili się więc w lasach, a po przejściu frontu wracali. Sama słyszałam opowieści rodzin katolickich – z mieszanych wyznaniowo wsi Suchenicze, Pierożki, czy katolickich Puciłkek – gdzie dziadkowie też byli w bieżeństwa. Ale także takie, że wyjechali, schowali się, a potem wrócili.

Statystyki dotyczące wyznania bieżeńców nie istnieją, przynajmniej ja ich nie znam. Możemy się domyślać – większość stanowili prawosławni, ale byli też katolików.

Ale dane historyczne to jedno; inna sprawa to pamięć współczesna – w „katolickim” przekazie bieżeństwo nie jest ważne, wydaje się, że wręcz nie istnieje. Inne wydarzenia historyczne z okresu I wojny światowej tworzą pielęgnowane przez kolejne pokolenia mity. Obchody 100-lecia bieżeństwa mogą ten stereotyp o bieżeństwie wzmocnić – przygotowują się do nich środowiska prawosławne, wśród katolickich – wydaje mi się – dominuje poczucie, że to „nie nasza historia”.

Jak bieżeństwo wyglądało w podziale narodowościowym – podstawowe informacje znajdują się w zakładce „O bieżeństwie”, ten temat wymaga jednak szerszego opisania w bliskiej przyszłości.

Opublikowano Artykuł, Dyskusja | Otagowano , | 1 komentarz

Bieżeńcy z okolic Michałowa

bieżeńcy z naszych wiosek

Nie wiem, skąd pochodzili bieżeńcy na tym zdjęciu. Patrząc po stroju i otoczeniu – mogli być z „naszych wiosek”, z dawnej guberni grodzieńskiej. Charakterystyczne wozy obciągnięte płótnem…. To zdjęcie, wraz z ciekawymi statystykami z gminy Michałowo (poniżej) przesłała na nasz facebookowy profil p. Agata Gryko. Dane pochodzą głównie z Monografii gminy Michałowo autorstwa Leszka Nosa.

30 % mieszkańców Jałówki (gm. Michałowo) w 1915 r. opuściło swą wieś i udało się w głąb Rosji, głównie w wyniku zmuszenia przez wojsko i władze carskie. Była to ludność przede wszystkim prawosławna, ale wśród uchodźców znalazło się też wiele rodzin katolickich, ewangelickich i żydowskich. Część z nich w latach 1918 – 1923 powróciło do swych zniszczonych i rozgrabionych zagród. Podobnie było w samym Michałowie, tu również 30 % mieszkańców udało się w głąb Rosji. Znacznie gorzej było w innych wioskach gminy Michałowo. Najbardziej ucierpiały Planty i Potoka, które zostały doszczętnie spalone, pozostałe wioski (Bachury, Gończary,Łuplanka, Nowosady, Pieńki) poniosły nieco mniejsze straty, część zagród strawił ogień, część budynków rozebrano i spalono w kuchniach żołnierskich, inne zostały zdewastowane przez wojsko i innych osobników.

W 1921 roku w obecnych granicach gm. Michałowo mieszkało już 10.257 os., w tym 1475 Żydów i 291 Niemców. W porównaniu do 1910 r. liczba ludności prawosławnej i katolickiej była mniejsza o 3.390 osób.

A z Waszych wiosek i miast wyjeżdżali? Jeśli pamiętacie opowieści dziadków, piszcie.

A tak swoją drogą – nie mogę oderwać oczu od kobiety z dzieckiem na tym zdjęciu. Czy przeżyli bieżeństwo? Czy wrócili?

Opublikowano Artykuł, Bez kategorii, Zdjęcia | Otagowano , , , | Dodaj komentarz

W telewizji pokazali…

TVP Białystok zauważa niezwykłe ożywienie „wokół tematu bieżeństwo”. Wystartowała nasza strona. A w Białymstoku powstał społeczny komitet obchodów rocznicy bieżeństwa.

www.tvp.pl/bialystok/aktualnosci/spoleczne/historia-do-przypomnienia/14222355

Opublikowano Bez kategorii | Dodaj komentarz

Uchodźstwo czy wygnanie?

To pytanie rozpaliło emocje na naszej Facebookowej stronie. Czy wyjeżdżali dobrowolnie, czy pod przymusem? Dlaczego uciekali? Czy określenie „bieżeńcy” nie fałszuje historii? Coś jest na rzeczy, bo już w 1915 roku nie brakowało wątpliwości i terminem zajmowała się  carska propaganda.

Ale od początku – dlaczego ludzie wyjeżdżali? Generalnie – bo wojsko tak wymyśliło. Wiosną 1915 ruszyła ofensywa niemiecko-austriacka na froncie wschodnim, rozpoczął się odwrót armii rosyjskiej. Bezsilni generałowie imali się różnych pomysłów taktyczno-propagandowych. „Polowali na czarownice” czyli tropili szpiegów niemieckich wśród ludności, najczęściej żydowskiej. I wcielali taktykę spalonej ziemi.

256px-EasternFront1915b

Front wschodni w okresie 2 maja-30 września 1915

Garść faktów: 3 czerwca 1915 roku, w dniu opuszczenia twierdzy Przemyśl, dowódca frontu południowo-zachodniego generał Nikołaj Iwanow wydał rozkaz wysiedlenia w głąb Cesarstwa chłopów galicyjskich w wieku poborowym, pozwalając im zabrać ze sobą rodziny. Jednocześnie polecił zabezpieczyć „całkowity sprzęt urodzaju całkowity wywóz zapasów (prócz miesięcznego zapotrzebowania), uprowadzenia bydła i owiec”.

Szef Sztabu Generalnego gen. Nikołaj Januszkiewicz (człowiek oceniany przez historyków jako niekompetentny i nieudolny), rozszerzył rozkaz na front północno-zachodni, do którego należały tereny dzisiejszej Białostocczyzny. „W trakcie cofania się – brzmiał jego rozkaz – zawczasu niszczyć zasiewy przy pomocy koszenia lub w inny sposób; ludność męską, prócz Żydów, w wieku, w którym obowiązuje służba wojskowa, wydalać na zaplecze, by nie zostawić jej w ręku przeciwnika; wszystkie zapasy chleba i paszy, bydło i konie obowiązkowo wywozić; łatwiej będzie ponownie zaopatrzyć ludność przy naszej ofensywie niż zostawić przeciwnikowi, który i tak wszystko odbierze”.

Sformowano specjalne oddziały kozackie, które miały m.in. wyganiać ludzi i rekwirować majątek. Rozpoczęto też szeroko zakrojoną akcję propagandową. Bieżeńcy wspominają, (tu znajdziesz książki ze wspomnieniami), że szerzyły się pogłoski, jakoby Niemcy mieli kobietom odcinać piersi, dzieci wrzucać do studni, wszystkich zabijać.

Wytworzyła się atmosfera paniki. Ludzie byli przyzwyczajeni do pokoju, panującym praktycznie od 100 lat, od wojen napoleońskich. A tu przybliżał się front. Na zachodzie rozbłysła łuna pożarów, słychać było huk armat. Żołnierzy rekwirowali konie, wozy, bydło, odbierali majątek…. Psychologia tłumu też zachęcała do ucieczki. Mieszkańcy wiosek i miasteczek widzieli też ciągnące tabory uchodźców z Królestwa Polskiego; wcześniej w głąb Rosji ewakuowały się fabryki z Warszawy, Białegostoku; w ślad za nimi jechali pracownicy fabryczni i urzędnicy. Władze nakazały też wywiezienie majątku cerkiewnego; zdejmowano i wysyłano w głąb Rosji dzwony, ikony, sprzęty liturgiczne, dorobek wielu pokoleń. Wyjeżdżało wielu duchownych, często pochodzących z dalekiej Rosji – to musiało mieć duży wpływ na postawę pobożnego ludu. Jak to, że do wyjazdu namawiano też w cerkwi, o czym mówią bieżeńcy we wspomnieniach. Ludzie odrywali się od żniw – to był gorący sierpień 1915 – i jechali w nieznane.

Trudno w tej sytuacji o jednoznaczną odpowiedź – wyganiali czy sami uciekali. We wspomnieniach widać, że w jednych miejscowościach wyganiali, w innych ludzie sami uciekali. Choć czy to robi tak wielka różnicę? Bez decyzji wojskowych, bez wytworzenia takiej atmosfery pewnie historia potoczyłaby się trochę inaczej…

9 Беженцы на железнодорожной станции

Bieżeńcy na stacji kolejowej

Gdy machina ruszyła i drogi oraz stacje kolejowe zostały zalane przez tabory bieżeńców, generałowie dostrzegli swoją krótkowzroczność – ich możliwości manewrów zostały poważnie ograniczone, a czasem wręcz uniemożliwione; wybuchły epidemie, wzdłuż traktów komunikacyjnych zabrakło wody do picia. Władze wojskowe próbowały zaprzestać dalszych wysiedleń, ale „doły wojskowe” niekoniecznie przestrzegały nowych rozkazów.

Za to zawrzało w „cywilnej” Rosji. Protesty rozlegały się w gremiach rządowych, wśród deputowanych do Dumy, ludzi wpływowych. Nie widzieli sensu owego zniszczenia, dostrzegali za to ogromne niebezpieczeństwo ekonomiczne i społeczne, związane z napływem tak ogromnej rzeszy wściekłych, chorych i wyniszczonych ludzi, których przecież trzeba było utrzymać. Późnym latem i jesienią 1915 odbywało się wiele spotkań, narad, itp. Dalsze wysiedlenia zostały zahamowane, ale mleko już się rozlało.

Nie było też jasności terminologii. Uchodźcy, uciekinierzy, wysiedleńcy, wygnańcy – w gazetach z tego okresu są wszystkie określenia; propaganda jednak dążyła do wprowadzenia określenia bieżeńcy, by zdjąć z siebie odpowiedzialność za wysiedlenia. Co współcześni nie zawsze akceptowali.

Wojenny cenzor przy Sztabie Głównym M.K. Lemke pisał w swoich wspomnieniach: (М.К. Лемке, „250 дней в царской ставке”., запись под 30.11.1915 г.) pisał: „Bieżeństwo – wybrane niewłaściwie słowo stało się dziś rodzajem obywatelstwa. „Bieżali” (uciekali) tylko ludzie majętni, a masa była wygnana siłą, pozostawiając swoje ziemie i spopielony majątek. „Bieżeńcy” przynieśli we wschodnie rejony Rosji kapitał, który umożliwiał im życie w nowym miejscu; „Wygnańcy” dowlekali się z połową rodziny, drugą pogrzebawszy po drodze, z pustymi rękami, wygłodzeni, schorowani, wszystkim obcy i niepotrzebni”.

Termin bieżeństwo – po rosyjsku uchodźstwo – stał się rodzajem nazwy własnej na określenie wielkiego exodusu 1915, używanym m.in. przez jego uczestników.

Opublikowano Artykuł | Otagowano , , , , , | 9 Komentarzy

Co zapamiętaliśmy?

Z jednej strony – sielskie obrazki stepu, ośnieżonych gór w oddali i arbuzów w ogrodach; z drugiej – zboże wysypywane do rzeki przez Czerwonych. Z opowieści babci to najmocniej wdarło mi się w pamięć. Słuchałam ich jako małe dziecko – babcia zmarła, gdy miałam 8 lat.

Po latach podobne obrazy odnalazłam w pamięci sąsiadów z okolicznych wiosek: Knyszewicz, Suchenicz, Harkawicz (powiat sokólski), których przodkowie wyjechali jak moi – na Północny Kaukaz. Zwłaszcza o tym zbożu sypanym do rzeki. Właściwie wszyscy o tym opowiadają – dla rolników i ich dzieci musiało to być coś niewyobrażalnego. U niektórych dziecięca wyobraźnie jeszcze dodała nowych kolorów; czasem dosłownie.

– Dziadek opowiadał ciągle o tych Czerwonych, co to zboże sypali do rzeki. I ja nie miałam pojęcia, o kogo chodzi. Wyobrażałam sobie, że czerwonoskórzy. I że ci czerwonoskórzy to jacyś bardzo źli ludzie – opowiada ciocia Gienia, lat ok. 60.

Drugim takim stałym motywem opowieści jest bogactwo miejscowych chłopów i to, że tak dobrze bieżeńcom się żyło w Rosji.

A jakie historie Wy zapamiętaliście? Opowiadajcie. Czy uda nam się odnaleźć więcej takich wspólnych motywów?

„Moja” bieżeńska historia

 

Opublikowano Wspomnienia | Otagowano , | 1 komentarz

Po co to wszystko?

Blog to część strony o bieżeństwie. Ma ona być:

  • źródłem wiarygodnych i różnorodnych informacji o bieżeństwie;
  • miejscem dyskusji o bieżeństwie i związanych z nim tematach, także naszej (nie)pamięci;
  • pomocą w ocaleniu wspomnień, dokumentów, zdjęć; także refleksji współczesnych osób.

Ma dotyczyć bieżeńców I wojny światowej. Być spojrzeniem z ich perspektywy. Nie z punktu widzenia generałów, ministrów, organizacji. Chodzi o historię „zwykłych” bieżeńców – prostych chłopów, z którymi właściwie nikt się nie liczył.

Z racji pochodzenia – moja rodzinna „bieżeńska” historia jest opisana w zakładce Wspomnienia –  najbliżej mi do białoruskich bieżeńców z guberni grodzieńskiej; to zresztą grupa najliczniejsza i najdotkliwiej przez uchodźstwo doświadczona. I bardzo specyficzna – inaczej niż np. Polacy czy Łotysze – byli pozostawieni sami sobie. Białoruska inteligencja dopiero się tworzyła i była zbyt słaba, by zatroszczyć się o interesy rozrzuconego po Imperium ludu. Carska Rosja zresztą – podobnie jak w przypadku Ukraińców –  nie uznawała ich odrębności i niechętnie patrzyła na tworzenie się organizacji narodowych. Dlatego perspektywa tej grupy będzie dominować na tej stronie. Oczywiście – to podkreślam, by nie było żadnych wątpliwości – nie zamierzam dzielić bieżeńców, nikogo wykluczać, czy uciekać od historii innych grup niż wyżej wymieniona.

To o całej stronie. A blog? No cóż, tu chyba wszystko jasne. Na blogu mamy przede wszystkim ze sobą gadać. Zapraszam!

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , | Dodaj komentarz